Wstęp
To będzie coś w stylu… hm? Pamiętnika, dziennika. Tak myślę… Zacznijmy od tego jak się nazywam. Alice. Alice Stelman. Jak bym się mogła opisać? Metr sześćdziesiąt cztery, kręcone brązowe włosy – trochę za ramiona, aparat na zębach. I jeden pewien problem, ale o tym później. Zważając na zajścia ostatniego okresu i to, że Jimi mnie to tego uporczywie namawiał postanowiłam opisać wydarzenia z ostatnich tygodni. Patrząc z perspektywy czasu myślę, że to dobry pomysł… ponieważ wreszcie jestem szczęśliwa, a to warto utrwalić na kartkach papieru. Nawet jeśli prawdopodobnie już nigdy więcej nie będzie mi dane ich przeczytać.
To wszystko zaczęło się na kolonii, na której byłam PO, czyli pomocniczym opiekunem. Ośrodek nosił nazwę OSTATNI. Znając moją sytuację można powiedzieć, że to cholerna ironia losu (ale o tym później).
Mieszkaliśmy w domkach, które były podzielone na cztery podobozy. W każdym z nich było około dwóch lub trzech PO, którzy mieli pod opieką mniej więcej piętnastkę dzieci. Jednak, gdy zaczyna się moja historia jesteśmy tam sami – bez dzieci, ponieważ kolonia minęła, a my postanowiliśmy spędzić resztę wakacji w naszym ulubionym miejscu.
Jeśli miałabym opisać po kolei jak rozmieszczone były poszczególne obiekty zaczynając od bramy wjazdowej wyglądałoby to tak: Trybik – boisko do piłki nożnej – Pułapka – świetlica – Zakątek – kursanci.
Ta całość była umieszczona w lesie – takim przyjemnym, na szczęście drzewa nie były rozmieszczone gęsto, więc można pospacerować i odprężyć się, gdy przyjdzie na to ochota bez obawy, że wpadnie się w jakiś gałęzie czy zaplącze w pajęczynę. I, gdy roślinność się kończyła był główny plac gdzie odbywały się poranne apele i stał tzw. `namiot ministerstwa`, potem schodziło się w dół do jeziora i tym samym wychodziło poza ogrodzenie ośrodka.
3, 2, 1… żartowałam. Po prostu od tej chwili cofnę się o kilka tygodni.
31.06.2001 rok
Jeśli chodzi o towarzystwo: ci ludzie są naprawdę wspaniali. Trzymają się razem, dogadują się idealnie i zawsze chciałam, żeby mnie polubili. Jednak ze mną niestety jest taki problem, że jakoś nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Szczególnie, gdy chcę, by ktoś mnie zaakceptował… Nie potrafię znaleźć fajnego tematu czy chociażby odpowiedzieć coś sensownego. To frustrujące, a najgorsze, że nic nie mogę na to poradzić. Na szczęście mam Michelle. Jest naprawdę lubiana, a, że znamy się ponad 12 lat to prowadzi mnie po wszystkim. Tłumaczy każdą rzecz i zapoznaję z nowymi osobami co mi w jakimś procencie pomaga. I zawsze jak wychodziła w nocy, gdy dzieci już poszły spać to zabierała mnie ze sobą, więc kilka godzin mogłam spędzić w towarzystwie, w które tak bardzo chciałam się wpasować. Nawet jeśli prawie się nie odzywałam i po raz tysięczny słyszałam `Ty nic nie mówisz`. Na szczęście po kilkunastu dniach mi to troszkę przeszło i czasem coś tam gadałam. Ciekawi mnie tylko jak będzie teraz, ponieważ wszyscy oprócz nas wczoraj wyjechali.
I to właśnie z Michelle jestem w naszym podobozie o nazwie `zakątek`. Z nią oraz Rachel. W `pułapce` jest Daria, Shane i Marissa. `Trybik` to domki Chase’a, Dylana, Katharine oraz Violett. I na końcu są kursanci, którzy szkolą się na PO, czyli: Amanda, Victoria, Georg, Paul i Diana. I tyle nas właśnie tam jest. Problem w tym, że oni znają się od miesięcy czy nawet lat, a ja doszłam dopiero trzy miesiące temu i naprawdę trudno mi się zaklimatyzować.